Prysznic, czyli czas na chłodne myślenie po meczu #3

Stało się. Pierwszy raz odkąd prowadzę tego bloga wypada mi napisać “smutny post”. Ale nie, tak nie będzie. Pomimo druzgocącej porażki w ostatnich trzech sekundach meczu, kiedy to Boswell trafił field goal z 18 yd ustawiający wynik meczu na 38-35 dla Pittsburgh Steelers, mam nadzieję, że nie będzie aż takiej stypy. Oczywiście trzeba to odnotować, przegraliśmy mecz i z ogólnej perspektywy nie ma się z czego cieszyć. Wracamy na pozycję .500, czyli cztery wygrane oraz cztery przegrane mecze. Nie jest źle, guys! 

Jeżeli ktoś nie oglądał tego meczu, a zapewne takich osób jest dość sporo, bo przecież kto ogląda mecze Raiders, to bardzo polecam obejrzeć. Stary, dobry futbol, który wznawia rywalizację. We wczorajszym meczu widzieliśmy dosłownie wszystko. Piękne zagrania, głównie za sprawą Antonio Browna, któremu poświęcę więcej czasu, przez momentami dobrą defensywę, błędy, zagrania taktyczne, nietrafione field-goale, po ten trafiony ustalający wynik meczu.

Chyba nikogo nie zadziwi fakt, jeżeli napiszę iż to tych dwóch Panów wykończyło nas, moje serce, nerwy i szwy mojej futbolówki. To akurat było do przewidzenia. Big Ben i Antonio Brown to chyba najlepsze duo w lidze, może na równo z Mattem Ryanem i Julio Jonesem. Skurczybyki wiedzą jak grać w futbol. Zaczynając od Big Bena. Pisałem, że jego ostatni mecz nie był najlepszy, ale że on sam nie powiedział ostatniego słowa, myliłem się? Nie. Przerzucił 334yd, na kompletności 24/44(kompletność akurat nie jest jakimś wielkim wyczynem). O dziwo, nie nakarmił Browna żadną piłką, która spowodowała zwiększenie jego wizyt w EndZone. Natomiast zrobił to z Bryantem i Jamesem. Ten pierwszy, Martavis Bryant dosłownie zgwałcił naszą lewą stronę. W normalnym kraju za taki wyczyn idzie się do więzienia, ale nie w USA. Nie, tam mu jeszcze klaskali!

Niestety system mojego super-bloga nie pozwala na zamieszczanie odtwarzaczy, więc będę na sztywno wrzucał linki do highlights. Tutaj wyżej wymieniany gwałt na obronie Raiders. Martavis Bryant gwałci obronę Raiders


Czas na Antonio Browna. Ahh ten Antoś. Czego Ty chłopie nie potrafisz zrobić z piłką… Dość, że udupiłeś nasz wymarzony remis po podaniu jakiegoś wacka i przebiegłeś z piłką 59yd, to jeszcze jak na prawdziwego killera ustanowiłeś rekord życiowy no na kimże innym, jak na mojej ulubionej drużynie. O czym mowa? O tym: 17 złapanych piłek (tak, siedemnaście – nie pomyliłem się) i całe 284 jardy!! Playstation player. Co najdziwniejsze, bez żadnego touchdownu. Tutaj Big Ben popisał się bronią Dereka Carra z wcześniejszych spotkań. Wszystko niech robi Cooper & Crabtree, ale touchdown zdobywają jakieś no-name. Z tym, że taki Bryant to nie jest żaden no-name. O tym występie Antonio Browna powstaną książki i legendy. Właściwie to on stał się swego rodzaju legendą. Ustanowił rekord kariery pod względem jardów i złapanych piłek. Skrót występu Antonio Browna
Nie mogłem się powstrzymać przed opisaniem wzroku Amersona: No, no. Fajne masz te dredy chłopie.

Godny odnotowania jest występ rezerwowego running-backa DeAngelo Williamsa. Zdobył 2 TD przy 170 jardach w 27 próbach. Co daje 6,29yd na próbę.  (Tysiu, jak to czytasz, to wiedz, że Ty podałeś mi złe dane, a ja nie popisałem się matematyką :D). Najdłuższy bieg miał 33 jardy. Williams po prostu robił swoją robotę, którą ułatwiała mu wyjątkowo dobrze pracująca linia ofensywna Steelers.

Obrona Steelers. W ogóle ten mecz to nie był mecz obrony po obu stronach boiska. Co prawda w ogólnym rozrachunku lepiej spisali się obrońcy z Pittsburgha, trzy wymuszone fumble w tym dwa na Lataviousie Murray’u. Jeden, kluczowy dla losów meczu fumble na powrocie Taiwana Jonesa. To bolało, ponieważ po tym powrocie Steelers wyszli na prowadzenie dwoma posiadaniami i już nie było tak przyjemnie. Wynik 21-35 kazał mojemu sercu spisać ten mecz na porażkę. I kolejny ważny punkt programu przechwyt Cockrella na Dereku Carrze. Przechwyt jak przechwyt, normalna sprawa. Tyle, że to był przechwyt już w polu punktowym po złej decyzji rozgrywającego Raiders. Czwarty przechwyt Carra w sezonie. Pierwszy w RedZone od week 3 sezon temu. Można? Można.

Na koniec smutna wiadomość. Big Ben, chociaż w tej sytuacji postaram się napisać pełne nazwisko, Ben Roethlisberger, nie ukończył spotkania zdrowy. Po świetnym sacku Aldona Smitha najprawdopodobniej skręcił lewą kostkę. Podczas upadania Smith docisnął udem kostkę Big Bena. Nie można tego uznać za złośliwość (w przeciwieństwie do próby sacku Carra poniżej kolan, panowie, trochę klasy!). Big Ben przejechał się wózkiem golfowym i tyle go było.

To chyba tyle co można napisać o zwycięskiej grze Pittsburgh Steelers. Chociaż zapewne 10 minut po opublikowaniu tego postu mój twitter będzie się palił od kolejnych wniosków.

Jak to mawia mój przyjaciel, Karol Potaś, #RaidersTime ! – zacząłem jakbym opisywał ich zwycięstwo. Zobaczymy jak z tego wybrnę.

Od czego zacząć. Skoro opisywanie gry Steelers zacząłem od ich głównego duetu, to w Oakland Raiders zrobię to samo. Tylko jak to tak… Z głównym duetem Raiders, ACDC, było jak z obecnością muzyki ACDC na moim komputerze – brak wyników wyszukiwania. Na szczęście rolę Amariego Coopera w tym spotkaniu przejął Michael Crabtree. I dobrze.

Dlaczego dobrze? Bo jemu się ręce kleiły w przeciwieństwie do 5 drop passów Amariego Coopera. Michaś(uuu, jak słodziutko) zaliczył dwa przyłożenia, 108yd w 7 próbach. Czyli 15,42 yd na chwyt. Dobry wynik. Pierwszy touchdown to 22yd na rozpoczęcie meczu. Cytując Szpakowskiego “wyciągnął się jak struna!” Michaś łapie 22yd podanie na touchdown od Carra. Drugie przyłożenie to już standardowa zagrywka na bieg, po której Crabtree jest naciskany przez DB. 38 yd. Welcome Home, Michael! Przyłożenie Crabtree’go po 38 yd podaniu. Crabtree był ostoją ofensywy Raiders i widać, że było mu z tym bardzo dobrze. Mało błędów i śmiało można go nazwać najlepszym zawodnikiem Oakland Raiders w tym spotkaniu.

Niestety nie można tego napisać o naszym rookie Amarim Cooperze. No właśnie, ale to przecież rookie. Co prawda zdobył 88 jardów w 7 próbach(tyle samo co Crabtree) i jeden TD, po tym jak obrońcy Steelers kompletnie zapomnieli o jego istnieniu. 15 jardów po slancie w prawo. Prosta zagrywka, proste 6 pkt. Tak jak wspomniałem wyżej, widać, że dzisiaj ACDC nie rozumieli się tak jak zawsze. Obaj są młodzi i obaj mają jeszcze przed sobą lata gry, oby w Raiders, więc raz na jakiś czas to nic dziwnego. Cooper upuścił dzisiaj 5 podań, które były do złapania (bo tylko takie zaliczamy do drop passów). Boli, ale trudno. Przebaczam muPrzyłożenie Coopera (brak obrony Steelers, error 404).

Derek Carr zdobył 301yd, 4TD i jeden przechwyt. Kompletność? Dokładnie taka sama jaku Big Bena (24/44). Nie był to dobry mecz Dereka, ale daleko od tego, żeby nazwać ten mecz złym. Przejęcie to duży minus, ponieważ po prawej stronie boiska biegł nie kryty Crabtree, który mógłby zatańczyć kankana w EndZone zanim dobiegłby do niego jakiś DB Steelers. Rzut do Walforda to po prostu zła decyzja młodego QB Raiders.

Nie odbyło się bez zaskoczenia, czyli TD Clive Walforda. Jeden jard, proste zagranie. 6 punktów. Go on!

Przejdźmy dalej, dalej to znaczy gdzie. Ano pewnie do naszych running-backów. Latavious Murray oraz Marcel Reece. To nie był najlepszy występ Murraya. 17 razy niósł piłkę, łącznie 96yd. Najdłuższy bieg 44yd. Bez przyłożenia. Reece 3 razy miał piłkę, łącznie 21 yd. Run defense Steelers zrobiło robotę, odrobiło lekcję i zasłużyli na duże piwo. Albo dwa. Trzy? Czteeery bo to duże chłopy są! Tutaj też nie odbyło się bez zaskoczenia, jedyny touchdown wychodzący z ofensywnego backcourtu Raiders zanotował Olawale. 19 yardów. Nie ma się nad czym rozwodzić, była dziura to w nią po prostu wbiegł.

Warta odnotowania jest kontuzja Murraya. Niestety, podczas jednej z akcji lewą stroną napotkał sowity blok od zawodnika Steelers. Długo leżał na murawie i zakończył mecz w trzeciej kwarcie. Podejrzenie wstrząsu mózgu jest jak najbardziej uzasadnione, niestety nie znalazłem informacji potwierdzających bądź zaprzeczających tej wiadomości. Wracaj do nas, Latawiec!

Latavious Murray (28) dostaje solidny blok od zawodnika Steelers.

Jeżeli chodzi o ofensywę, to musimy wspomnieć o kontuzji Hudsona. Pozyskany z KC Chiefs center to jedna z pewniejszych osób na boisku i jego brak w następnych meczach może dać się nam dać we znaki. Miejmy nadzieję, że to nic poważnego i zobaczymy go na treningach oraz nadchodzącym meczem z Vikings.

Defensywa. Oj nie był to mecz defensywy. Parę dobrych stopów, jeden przechwyt Amersona na piłce lecącej prosto w łapki Antonio Browna. To akurat zasługuje na odnotowanie. Sack Aldona Smitha, który wykluczył z gry Big Bena. Postawa Charlesa Woodsona, który konsekwentnie po każdym mocniejszym uderzeniu schodził na side-line i dokładał zbroi. W pewnym momencie jego prawa ręka faktycznie wyglądała jak ręka Ironmana. Zastanówmy się tylko czy to już nie jest głupota. Nie! Iron-Wood jest stworzony z metalu o małej zawartości węgla. Iron-Wood się nie kruszy! Tyle.

Mecz pełen magii, twardej gry, Antonio Browna oraz ścigania Raiders. Dobry mecz. Nie płaczę po tym meczu. Jesteśmy 4-4 i tak jak pisałem wczoraj na twitterze, rok temu dalibyśmy sobie jaja odciąć, żeby być .500 po 9 kolejkach. Następny mecz gramy z Vikings, którzy mogą być osłabieni ponieważ we wczorajszym meczu wstrząsu mózgu dostał Teddy Bridgewater. Oczywiście, życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia, najlepiej gdzieś tak za 8 dni. Jesteśmy Raiders Nation Polska i nie boimy się takich rzeczy pisać!

Jeżeli macie jakieś pytania do mnie, pomysły na rozwój mojego super-bloga, piszcie śmiało na mojego twittera www.twitter.com/kamilslonka

O Kamil Słonka 406 artykułów
All-Time Raider. Wielki fan Mike'a Vicka. Poza Oakland Raiders sympatyzuję Pittsburgh Steelers. Wierny fan rapu z zachodniego wybrzeża USA, trochę czapkarz, buciarz. Więc? Pogadamy o footballu?

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz...